…czy przyszłością jest
bezbarwna oślizła magma w której będziemy się wić zamiast pozostawić kanty,
zaułki, sutereny, poddasza gdzie mamy siebie, jesteśmy sobą i nikomu z tego
tłumaczyć się nie musimy. Dotknęłam człowieka bez najmniejszych kantów.
Uśmiechniętego ,szczęśliwego, radosnego ale gdy dostrzegł u mnie jakiś kant,
zaczął warczeć, gryźć nawet i bluzgać niczym w konwulsjach , poddany
egzorcyzmom opętaniec. Nie życzę sobie takiej wolności i takiej tolerancji w
której tylko czyjeś normy mają sens a moje się wykpiwa, się nimi pogardza i je
lży. Nie życzę sobie , obowiązku uśmiechu, obowiązku radości i kary śmierci za
zamyślenie.
"Mordując swoje dziecko, nie przestajesz być matką. Jesteś matką zamordowanego dziecka."
Bardzo realne, spotykamy się z taką rzeczywistoscia na co dzień. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia
OdpowiedzUsuńChyba wszystko i wszyscy mają jakieś kanty, większe lub mniejsze, nie każdy się przyznaje i nie każdy to pokazuje... Nikt i nic nie jest bezbarwną magmą nawet jeśli bardzo by chciał, nawet jeśli bardzo się stara. Żeby poznać te kanty i zaułki trzeba czasami z kimś beczkę soli zjeść A na to potrzeba i czasu i sił i cierpliwości i tu się schody zaczynają... Czasu coraz mniej ,siły nie te, a z cierpliwością to chyba najtrudniej. Każdy ma poddasze tylko albo o nim zapomniał ,albo się go wyrzekł ,albo nie wie gdzie schody...albo...
OdpowiedzUsuń"Wolę kanciaste coś, niż okrągłe nic". Pozdrawiam