Przejdź do głównej zawartości

Mężczyzna, który radził sobie, sam, ze światem.

….wjechałam na jakąś dróżkę, pomyliwszy ją z tą właściwą ale ,że było ciekawie, jechałam dalej. Piękne młode drzewka z prawej. Stare, solidnie wysmagane przez czas z lewej… w aucie ciepło i wrona krzywiąca się z zimna, nie była dostatecznym autorytetem. Za lasem dym. Dym z ogniska. Ognisko nie za welkie. Człowiek przy ognisku w pozie , która zatrzymała mi auto. Podeszłam –Wszystko ok.?- Pozycja człowieka zmieniała się, pokazał twarz, zaskoczenie wyraźne- A paniusia to chce się ogrzać czy może napić ze mną o ile jeszcze coś w buteleczce zostało.- A paniusia się zaniepokoiła ,że może panu potrzebna ale cieszy się ,że niepotrzebna i świetnie sobie pan radzi. Pójdę już . – Poczekaj, paniusiu..skoro już jesteś i ładnie pachniesz, może posiedzisz ze mną trochę. Usiądź na gałęzi…będzie jej miło się przydać. Posiedziałam obok pana. Później razem już siedzieliśmy i bez sklejania toczyliśmy rozmowę. Trochę ja do ognia podrzuciłam, trochę on. Bardzo długo już czasu nie sprawił mi mężczyzna przyjemności , mówiąc ,komplement a  że ładnie pachnę było rozbawieniem bo ilu to potrafi. Mężczyzna, który radził sobie, sam, ze światem.