Przejdź do głównej zawartości

...oj ...


…powinnam sobie przypomnieć. Narysować jego obraz bo chociaż pamiętam, nie ma zdjęć, portretów. Doskonale pamiętam go odchodzącego jesienią w długiej skórzanej kurtce. Powycieranej, sfatygowanej. Dziurawej miejscami. Odchodził z czarnym workiem na plecach, w połowie pustym . Nie był zapewne zbyt ciężki. Spodnie . Nic oryginalnego . Zgarbiony. Podniósł rękę przed zakrętem w jaki wszedł i nigdy więcej go już nie widziałam. Zazdroszczę mu czasem. Odejść i przestać istnieć. Odejść i idąc umrzeć. Odejść , może przysiąść na skraju lasu z butelką mleka i jakąś bułką. Zjeść , położyć się i odejść. Zastanawiałam się czy dokończył wszystko, czy dopisał zdania do końca. Zastanawiałam się by dojść do wniosku ,że on nie miał początku a jeśli nie miał początku nie miał i końca. Mógł w każdej dowolnej chwili przerwać. Napisał nie raz :”jestem pogodzony”. Ostatni facet, którego chciałam dotknąć i ostatni , który nie wziął ode mnie ani razu tego za co zapłacił a właściwie, płacił za coś czego nie było w ofercie ale co odnalazł, odszukał, odgrzebał, wyczekał i zabrał. Zabrał mnie ze sobą a ja poszłam za nim bo nikt nigdy wcześniej nie był taki?...ależ nie . Wielu było . Wielu potrafiło być jeszcze doskonalszymi ,milszymi, uwodzicielskimi ale nikt nie był szczery. – wiesz, powiedział kiedyś- wiesz ,że nie robie tego dla ciebie, wiesz ,że nie pomagam tobie by tobie było lepiej ale pomagam komuś kogo ani ja ani ty jeszcze nie znamy ale kto przyjdzie do ciebie, kogo spotkasz i jemu pomożesz. Nie było mi łatwo zrozumieć co do mnie mówił- wyciągał mnie z bagna, pomagał oderwać się od życia, które właściwie niczego ode mnie nie wymagało i zabrał tam gdzie nie musiałam nic. Wstać nie musiałam, zasypiać nie musiałam, jeść nie musiałam pić nie musiałam. Musiałam gosposi odpowiedzieć- a panienka to niby niemowa jaka czy imienia nie ma ?. Wezmę sobie szklankę wódki, napiję się Nie przepadam za wódką ale od zawsze, ktoś pijący wódkę . Bez słowa biorący kieliszek, wypijający i odchodzący budził we mnie zaciekawienie ale i podziw. Nie żali się , nie płacze, nie narzeka, nie ubolewa. Wypija szklankę wódki jak gdyby robił sobie nożem nacięcie na ręce odchodzi. Przecież nie odchodzi by przegrać, Odchodzi by walczyć. Wymyśliłam sobie ,że będę biegała. Boso bo tak sprawia mi radość największą . Będę biegała codziennie, coraz więcej i więcej aż wpadnę w nałóg, aż dotrę do miejsca w którym tak bardzo będę uzależniona od tego ,że dzień bez będzie problemem. –Szlag by bo… nie mam dla kogo . Dla siebie to bieganie . Po co mi to . Nie potrzebuję. Jeszcze jedną szklankę. Kilka dni temu biegłam po kilku wypitych szklankach. Dobrze mi się biegło więc może i dzisiaj. Spotykam ludzi. Nie  żyję w zakonie zamkniętym więc spotykam ludzi a dokładniej , spotykam postaci i ciała . Złożonych w całość od dawna nie dostrzegam. Taka moda może a może takie czasy ,że ludzie są podzieleni i ja jestem podzielona swoim widzeniu. Nie widzę całości. Przychodził facet, zaspakajał się dzięki mnie i wychodził. Kto był u mnie a kto ode mnie wychodził. Cały człowiek nie. Część jakaś bo potem wracał do żony ,do dzieci, do kościoła ,do doradzania ludziom, do kierowania ludźmi, do ubranego świata wracał .Po kilku szklankach dobrze mi się biegło ale to wczoraj było. Dziś mam nadzieję ,że tak będzie ale pewności mieć nie mogę i nie mam. Do głowy przychodzi mi obawa ,że jutro będę się źle czuła więc zaczynam kalkulować. Jeszcze szklaneczkę czy nie i diabli wzięli całą przyjemność z picia tak samo jak w niwecz poszły plany biegania chociaż po pijaku. Spotykam ludzi poukładanych, pewnych swego , pewnych wyobrażenia jakiemu się oddają. Jak w nudnym serialu a odcinek dodatkowy to szaleństwo czyli rok wcześniej wykupione wczasy .Dziś wyjadę dziś będę szczęśliwa, dziś będę odpoczywała i dziś się zregeneruję. Do głowy przyszło mi wspomnienie Kloszarda. Najbardziej niepoukładanego człowieka jaki poukładał moje życie tak, że nie martwię się . Literami poskładanymi bez sensu. Pracą wykonaną albo nie. Znajomościami, których nie ma lub przychodzą z kartką ,że jutro odejdą. Martwię się trochę ,że nie wpadłam w nałóg biegania ale przecież nie dlatego bym biegła ale bym …ale czy wszystko jest na sprzedaż ?....


Popularne posty z tego bloga

Medal dla lekarza.

  Lekarza, który widząc oczywiste objawy wymagąjące natychmiastowej pomocy, żąda wykonana testu covidowgo i przy gorącej kawie czeka na jego wynik , powinno się w trybie natychmiastowym pozbawić prawa wykonywania zawodu, praw obywatelskich . Powinno się rozstrzelać ale ktoś powinien sprzątać ulice. PS Człowiek z potężna raną ręki zjawia się na SORze . Robią mu konieczny test na covid. Umiera nim doczekał na wynik. Zmarł na covid i choroby współistniejące. Rodzina przysłała kwiaty , wdzięcznaz pomoc w ostatnich chwilach, lekarzowi.

ZbrodnIarze...

...umierają jak ludzie. Są zbrodniarzami . Patrzę z ciekawością...zbrodniarze umierający jak ludzie, jak ci których mordowali, których krzywdzili...tak bardzo podobni. Dlaczego ?

Wczoraj ...

  ...pierwszy raz, tego roku, wypiłam kawę na tarasie. Moim tarasie. Odwiedził mnie , znajomy, tak myślę, sokół. Przywitał się. Wszystkie stworzenia się sobie kłaniały i ja również. Słońce ogrzewało gołe stopy . Nie było śniegu. Nie było zimnych , bolesnych wiadomości ze świata. Wolność. Wygrzewanie się na słońcu , kojarzę z wolnością. Wolność to bycie bliżej świata. Jeszcze świata, stworzonego dla mnie przez Boga a którego nie zniszczyłam zostając na betonowej polanie , dla "wygody". Da się, można , z wysokościowca polecieć w dal, na kolejny wysokościowiec, ale o ile piękniej jest polecieć z jednego ogromnego drzewa na kolejne ogromne drzewo. Lot nawet z niewysokiego derenia rosnącego pod płotem , piękniejszy się wydaje być od lotu z jednego słupa ogrodzeniowego na kolejny. Delektuje się bo posiadam a gdybym nie posiadała ? Tarasu na którym mogę pic kawę z gołymi nogami ogrzewanymi słońcem ? Posiadanie nie czyni wolnym a czyni leniwą,rozkapryszoną. Ogrodnik posadził kwiaty. ...